Retencja — cichy KPI, którego nikt nie chwali

Mała roślina rosnąca w trzech etapach w przezroczystym słoiku — ilustracja editorial o retencji

Akwizycja ma swoje wykresy na środku slajdu, swój dramat i swoich bohaterów. Retencja siedzi gdzieś w zakładce, której prezes nie otwiera. A to ona pisze prawdziwy P&L na koniec kwartału. Klient, który wraca trzeci raz, kosztuje mniej niż połowa kampanii, którą właśnie chwalimy w raporcie. Tylko że retencja nie ma dramatu — nie ma wirala, nie ma launchu, nie ma kolorowego wykresu w górę. Jest powolna jak roślina. Łatwo o niej zapomnieć do dnia, w którym jej zabraknie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *