Kategoria: Strategia

  • Dane vs intuicja — o czym milczą dashboardy

    Dane vs intuicja — o czym milczą dashboardy

    Biurko z świecącym dashboardem analitycznym i odręczną notatką obok — ilustracja editorial o danych i intuicji

    Patrzę na dashboard i widzę dziesięć metryk, każda zielona, każda z uśmiechniętą strzałką w górę. W tym samym tygodniu sprzedaż zaczyna sapać, choć żaden wykres tego jeszcze nie pokazuje. Dane są dobre w opisie tego, co już się wydarzyło i co da się policzyć. Intuicja — często słabsza, czasem dziwnie celna — łapie sygnały, które jeszcze nie weszły do raportu. Nie traktuję tego jako spór. Raczej dwa źródła, które czasem mówią to samo, a czasem nie.

    ProduktCo realnie robiKiedy używać
    Serum do końcówek (silikonowe)Sklepuje wizualnie, zmniejsza puszenie, ogranicza tarcieCodziennie po umyciu, na wilgotne końce
    Olej do końcówek (np. argan, jojoba)Nawilża, daje połysk, ogranicza parowanie wody2–3× w tygodniu, na suche końce
    Jedwab do włosów (cyclopentasiloxane + bond)Buduje cienką powłokę, działa termoochronniePrzed suszeniem i prostowaniem
    Bond builder (np. typu Olaplex)Odbudowuje wiązania w korze włosaCo 2 tygodnie, jako kuracja
    Lakier ochronny do włosów z UV-filtremChroni przed słońcem i wiatremLatem, na plażę, na wakacje
  • Retencja — cichy KPI, którego nikt nie chwali

    Retencja — cichy KPI, którego nikt nie chwali

    Mała roślina rosnąca w trzech etapach w przezroczystym słoiku — ilustracja editorial o retencji

    Akwizycja ma swoje wykresy na środku slajdu, swój dramat i swoich bohaterów. Retencja siedzi gdzieś w zakładce, której prezes nie otwiera. A to ona pisze prawdziwy P&L na koniec kwartału. Klient, który wraca trzeci raz, kosztuje mniej niż połowa kampanii, którą właśnie chwalimy w raporcie. Tylko że retencja nie ma dramatu — nie ma wirala, nie ma launchu, nie ma kolorowego wykresu w górę. Jest powolna jak roślina. Łatwo o niej zapomnieć do dnia, w którym jej zabraknie.

  • Pozycjonowanie marki w czasach kopii

    Pozycjonowanie marki w czasach kopii

    Jeden wyróżniający się origami żuraw wśród identycznych papierowych kwadratów — ilustracja editorial o pozycjonowaniu marki

    Co chwilę pojawia się nowa marka, która brzmi jak dwie poprzednie. Ten sam ton, te same kolory, identyczna obietnica „zmieniamy branżę”. Przeglądam landingi i mam wrażenie, że oglądam jeden szablon w dziesięciu kolorach, z lekko przesuniętym logo. Pozycjonowanie przestało być wyborem słów. Stało się wyborem, czego świadomie nie powiedzieć — bo wszyscy już to mówią od trzech lat. Czasem różnica zaczyna się od jednego zdania, które brzmi nieoczywiście, i jednego klienta, dla którego akurat trafia.

    ProduktCo realnie robiKiedy używać
    Serum do końcówek (silikonowe)Sklepuje wizualnie, zmniejsza puszenie, ogranicza tarcieCodziennie po umyciu, na wilgotne końce
    Olej do końcówek (np. argan, jojoba)Nawilża, daje połysk, ogranicza parowanie wody2–3× w tygodniu, na suche końce
    Jedwab do włosów (cyclopentasiloxane + bond)Buduje cienką powłokę, działa termoochronniePrzed suszeniem i prostowaniem
    Bond builder (np. typu Olaplex)Odbudowuje wiązania w korze włosaCo 2 tygodnie, jako kuracja
    Lakier ochronny do włosów z UV-filtremChroni przed słońcem i wiatremLatem, na plażę, na wakacje
  • Brief, który myśli za Ciebie

    Brief, który myśli za Ciebie

    Otwarty notatnik z odręcznymi strzałkami i karteczkami, sugerujący proces tworzenia briefu — ilustracja editorial

    Im dłużej piszę, tym bardziej widzę, że dobry brief to połowa tekstu. Czasem trzy zdania od klienta robią więcej niż godzina researchu — bo w nich jest ton, lęk, konkurent, którego nie lubi, i powód, dla którego coś nie zadziałało rok temu. Zły brief wygląda jak formularz z urzędu: pola, ptaszki, zero człowieka. Zaczynam od pytania, które brzmi naiwnie: po co to komu. Odpowiedź zwykle nie pada od razu. Dopiero po niej widać, gdzie ten tekst ma stanąć i czyim głosem mówić.

  • Lejek, którego klient nie widzi

    Lejek, którego klient nie widzi

    Lejek marketingowy widziany od środka, sylwetka klienta przechodząca przez niego — ilustracja editorial

    Rysujemy lejek na slajdach, dzielimy go na piętra, każde z nazwą i metryką. Klient w tym czasie scrolluje telefon w kolejce po kawę i nie wie, że właśnie jest w środku. Dla niego to nie etap TOFU. To rekomendacja od znajomej, ciekawa miniatura i decyzja podjęta między łykiem a windą. Lejek pomaga zespołowi rozmawiać tym samym językiem. Czasem też zasłania to, czego liczbą się nie domknie — drobny moment, w którym ktoś po prostu Ci uwierzył i kliknął, bez głębszego powodu.